© Michał Leksiński

Trening górski

W styczniu udało się wyrwać jeszcze na kilka dni w Tatry. Wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy w rozszerzony weekend potrenować i zdobyć nieco nowych umiejętności górski. Było torowanie, testowanie nowego sprzętu, trening lawinowy, ski-toury i w końcu wspinanie w lodzie. 3 dni i sporo przygód.


Zaczęło się już od podejścia do schroniska w 5 Stawach. Ze względu na późną porę dojazdu, całość trasy pokonywaliśmy już w godzinach popołudniowych a finalną część o zmroku.


W zimie trzeba nieco zmienić ostatni fragment podejścia do schroniska, aby ominąć tereny bardziej narażone na ryzyko lawinowe. Trawers wraz z podejście robiliśmy już niemal w egipskich ciemnościach. Mając okazję do testów, wybrałem się w Tatry w butach przeznaczonych na takiej wyprawy jak Denali, czy Everest - muszę przyznać, że sprawdziły się idealnie torując drogę dla współtowarzyszy wędrówki.


Cały kolejny dzień to trening lawinowy. Manewry. Poszukiwanie zakopanych sygnalizatorów. Taktyka na stoku lawinowym. I w końcu odkopywanie sygnalizatorów. Proste czynności, które muszą zostać wykonane do 15 min od momentu rozpoczęcia akcji ratunkowej, aby zwiększyć ryzyko przeżycia, sprawiają że człowiek zaczyna rozumieć jak ważna jest nauka takich umiejętności. Liczy się każda sekunda. Podzieleni w zespoły działaliśmy tak przez cały dzień, przeplatając praktyczne poszukiwania teoretycznymi wykładami odnośnie przewidywania zagrożeń lawinowych.


Kolejny dzień to już zabawa w podgrupach. Każdy z nas wraz ze swoim przewodnikiem (mnie przypadł kochany Ciesiel) ruszył zdobywać inne umiejętności. My zajęliśmy się Ski-tourami. Na nartach jeździłem wiele lat, ale nigdy na nich nie podchodziłem . To dość ważne, gdyż w planach było zdobywanie niektórych ze szczytów Korony Ziemi właśnie z użyciem nart i fok (specjalnych nakładek z włosiem, które ułatwiają podchodzenie. Z Kasprowego, przez Halę Kondratową i na przełęcz tuż obok Kopy Kondrackiej. Spory wysiłek i jeszcze większa frajda. Maciek dość szybko przekazał mi niezbędną do obsługi nart ski-tourowych wiedzę i mogliśmy spokojnie cieszyć się idealnymi warunkami.


Ostatni dzień to wspinanie na zamarzniętych wodospadach w dolinach Słowackich. Przeżycie niezapomniane i zupełnie odmienne od wielkich ścian skalnych w dolinie Aosty. Pierwsze dwa wyciągi w zespole trójkowym z Jackiem a następnie dwójkowe wejście z Cisielem, które na długo zostanie mi w pamięci - wiszenie jedynie na dwóch czekanach kilkanaście metrów nad ziemią skutecznie zmienia perspektywę tego, co nazywamy ryzykiem.


Te kilka dni to skondensowane zajęcia treningowo-szkoleniowe. Każdy z nas nauczył się nowych rzeczy i podszkolił znane już sobie elementy. Zima w Tatrach to cudowny czas i warto czasem między dużymi wyprawami znaleźć moment, żeby tam uciec.

7 wyświetlenia