Obóz wspinaczkowy Happy Kids.

Pamiętam, że ta myśl chodziła za mną dość długo i nie była to dobra myśl. Bałem się, że podjąłem się zadania, które może być zbyt trudne. Zorganizować obóz wspinaczkowy. Przecież to wymaga koordynacji wielu elementów, nie wspominając już o tym, że niezwykle mi zależało, aby Fundacja nie dołożyła do tego ani złotkówki. Chciałem pozyskać sponsora, który umożliwi wyjazd 12 podopiecznych w skały, gdzie będą mieli szanse poznać tajniki i podstawy wspinaczki skalnej. Po raz kolejny "niemożliwe" wyparłem z głowy i zabrałem się za organizację całego przedsięwzięcia


Do wielu drzwi pukałem. W końcu otworzyły się te, prowadzące do Fundacji Pramerica, która zdecydowała się w całości pokryć koszty całego obozu. Za to serdecznie im dziękuję! Wybrałem więc lokację - Olsztyn pod Częstochową, na szlaku Orlich Gniazd. Zjawiskowe miejsce z cudownymi widokami i świetnymi drogami dla młodych adeptów wspinaczki. Do ostatnich chwil nie wiedzieliśmy, co będzie z pogodą - jednak szczęście dopisało i mieliśmy, jak to się mówi "idealny warun" :)


Spotkaliśmy się w piątek w Olsztynie. Dwunastka podopiecznych Fundacji już w pełni gotowa i żądna przygód. W sobotę z samego rana ruszliśmy pod skały, gdzie czekali już na nas instruktorzy, których zadaniem było wprowadzić młodych adeptów w świat wspinania. Grzesiek i Janek - Szkoła Wspinania Eskalada, to zdecydowanie czarodzieje nauki wspinania i wszystkim ich mogę polecić. Przez ponad osiem godzin, krok po kroku odsłaniali kolejne tajemnice i pokazywali nowe drogi w skałach. Młodzi wspinali się niemal bez przerwy, ucząc się przy tym pracy w zespole, braterstwa liny i majstersztyku operacji sprzętowych. Po całym dniu w skale przyszedł czas na grilla, odpoczynek i rozmowy o wspiananiu, które nie trwały długo gdyż wszyscy chcieli zregenerować się przed kolejnym dniem wspinu.


Niedziela rozpoczęła się od trudniejszych dróg. Skoro dnia poprzedniego wszyscy tak świetnie radzili sobie w skałach to dziś Grzesiek i Janek postanowili nieco podnieść poprzeczkę. Było trochę walki, ale za to satysfakcja jeszcze większa. Trudne szczeliny i rysy pokonane. Kolejne drogi padały a żar lał się z nieba, bo w niedzielę pogoda zdecydowanie nas rozpieszczała.


Nauczyłem się już, że o wspinaniu niełatwo się piszę. Lepiej niech zdjęcia opowiedzą historię tego wyjazdu.


Mam nadzieję, że zapoczątkowaliśmy dopiero cykl takich wyjazdów i będzie szansa na organizowanie wyjazdów w skały i w Tatry dla podopiecznych Fundacji Happy Kids częściej.

Kolejny raz dostałem sporą porcję paliwa i energii, aby dalej ruszać z flagą Happy Kids na podbój kolejnych szczytów.


Z kolei młodzi zdobyli na obozie swoje szczyty a to dopiero początek przygody :)


8 wyświetlenia

© Michał Leksiński